Jest powód, dla którego nie przyłączyłem się do marynarki... | Życie | 2018

Jest powód, dla którego nie przyłączyłem się do marynarki...

Kiedy zapisywałem się do wojska, wiedziałem, że przez cały czas nie znoszę mieszkać w lesie, więc zdałem sobie sprawę, że Armia nie była dla mnie życiem. Wiedziałem też, że nigdy nie poradzę sobie z małymi przestrzeniami i nieuniknioną chorobą morską, która towarzyszy marynarce wojennej (to wszystko częściowo z powodu dużego lęku przed wymiotami!). Tak wybrałem Siłę Powietrzną. Niekoniecznie był to najlepszy sposób wyboru środowiska, ale w wieku 18 lat był to jedyny sposób, w jaki wiedziałem. Hej, przynajmniej nie byłem jak dziewczyna obok mnie, która dołączyła do Marynarki, ponieważ nie wyglądała dobrze w kolorze niebieskim czy czarnym. W każdym razie, to wszystko w tym tygodniu, moi przyjaciele Bob, Dan i ja postanowiliśmy popłynąć promem na wyspę Wolfe, aby udać się na plażę, ponieważ wszyscy troje mamy urodziny w ciągu miesiąca od siebie i robimy skromne próba świętowania.

Kiedy po raz pierwszy zostałem wysłany do Kingston, Bob i Dan wzięli mnie pod swoje skrzydła, gdy wydawało się, że nikt inny nie będzie. Zostaliśmy trzema muszkieterami, którzy zrobili wszystko razem i teraz stali się bardziej przedłużeniem mojej rodziny. Kiedy Bob wyjechał do Afganistanu w zeszłym roku, czułem się prawie tak samo samotny jak ja bez Bena, ale Dan był tam natychmiast, aby podnieść luzy. Są tak prawdziwe, jak prawdziwi przyjaciele. Obecnie dziewczyna Boba przebywa również w Afganistanie, więc teraz mamy dla siebie trochę więcej czasu. Tak więc, aby wyrazić ubolewanie w naszej samotności, zdecydowaliśmy, że to plaża.

Pakowaliśmy przekąski, wjechaliśmy na łódź, a potem poszliśmy w piaszczystą ucieczkę, która okazała się właśnie taka. Było to spokojne miejsce, ale oszałamiające! Mogliśmy być na Kubie ze względu na wszystko, co wiedziałem... duże fale, ładna piaszczysta plaża i jasny słoneczny dzień. Bawiliśmy się jak dzieci w wodzie i na kilka chwil pozwoliłem sobie unieść się nad szczytem jeziora, nie mając świadomości różnych stresów w moim życiu. To był dzień, w którym się odpręża i potrzebowałem go. Ale kiedy pojawiły się ciemne chmury, zdecydowaliśmy, że nadszedł czas, aby wrócić na prom, prawie nie zauważając, że minęły 3 godziny. Mogliśmy stwierdzić, patrząc na niebo, że ta 20-minutowa przejażdżka promem może być... interesująca. A OH było ZAINTERESOWNE. Wszystkie moje powody, dla których nie wybrałem marynarki wojennej, spłynęły do ​​mnie!

W jednej chwili mogliśmy zobaczyć nasz cel Kingston, następny, po prostu deszcz deszczu, który dokonał mielonego wody. Ludzie rozrzucali samochody i schronienie łodzi, ale moja myśl była... piekło, jestem już mokra od plaży... co to ma znaczenie? Byłem zdeterminowany, aby wyróżniać się na każdą pogodę burzą z jakiejś perwersyjnej potrzeby, by rzucić wyzwanie sile natury, która zagrażała temu, co było niegdyś cudownym dniem. Żałowałem tej decyzji wkrótce po tym, gdy deszcz zaczął uderzać mnie jak pistolet na pelety. Padał tak mocno, że wióry farby z łodzi leciały w powietrzu i przyklejały się do mojej skóry jak konfetti, a ja mogłem trzymać oczy otwarte, ponieważ bolało to tak bardzo. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcie poniżej nie jest w stanie pokazać, jak silna była burza, ale to ja na końcu promu. Aby dodać do radości, w końcu dotarliśmy do Kingston i odkryliśmy, że moc spadła w całym mieście, co oznacza, że ​​most nie mógł zostać obniżony, aby wypuścić nas z łodzi, więc usiedliśmy tam na godzinę przed jakimkolwiek sukcesem. Najpierw siedziałem w wkurzającym samochodzie. Teraz miałem zamiar wrócić do domu bez żadnej mocy, bez możliwości zrobienia obiadu, bez T.V. A ponadto, pozostałbym na leniwym piasku, gdyby matka natura nie pojawiła się i nie przewróciła się na całej mojej paradzie. Nic w moim życiu nie wygląda tak, jak ostatnio, całkiem dobrze, nawet kiedy próbuję po prostu leniwego dnia spędzić na plaży. Tak, byłem zły. Ale potem dotarłem do domu Duncana (który był zupełnie niezwyciężony przez burzę), ustawiłem świece i wtuliłem się w kanapę z dobrą książką. Nie miałem telefonu, kabla, internetu i było cudownie.

Zmusiło mnie to do zwolnienia i uświadomiłem sobie, że niezależnie od ewentualnych skutków pogodowych, był to cudowny dzień i choć raz spędziłem cały dzień bez myśląc, że czegoś brakuje bez Bena. Pozwoliłem sobie dobrze się bawić i nie czuć się winnym, że dobrze się bawię bez niego. Tylko moi przyjaciele, tacy jak Bob i Dan, mogliby to dla mnie zrobić. Dzięki Bogu za moich kolegów muszkieterów. Korekta... dzięki Bogu za moją drugą rodzinę.

Napisz Swój Komentarz