Dziennikarz Leah McLaren rozlewa swoje wnętrzności w druku | Życie | 2018

Dziennikarz Leah McLaren rozlewa swoje wnętrzności w druku

Zdjęcie z LeahMcLaren.ca

Mam sekret, który ci powiem: Najlepsze spowiedzi nie są prawdą. Nie znaczy to, że autorzy wspomnień są wręcz fabulistami. Większość z nas nie robi rzeczy w stylu Jamesa Freya i jego milionów małych kłamstw. Ale najzdolniejsi pacjency przyznają, zwykle późno w nocy i po szklance lub dwóch whisky, że pozory uczciwości są o wiele ważniejsze niż prawdziwość uczciwości w ich wybranym rzemiośle. Mam na myśli to nie w odniesieniu do faktycznych wydarzeń (jeśli piszesz książkę o tym, jak twoja matka była złodziejem z bankomatem, dobrze byłoby, aby upewnić się, że twoja matka była bandytą), ale jeśli chodzi o przemyślenia i uczucia zebrane na stronie. Tak jak komicy rzadko śmieją się z własnych żartów, pisarze konfesyjni wydają się być chłodnym i klinicznym gronem - wybraliśmy sceny o makabrycznym przeżyciu lub komicznych anegdotach, pozostając zaciekawieni. Bierzemy kawałki prawdziwego życia i majstrujemy z nimi, dopóki nie staną się czymś nowym.

Dziwna rzecz dzieje się, kiedy piszesz o swoim życiu. Weź mnie, na przykład (dlaczego nie, jeśli dostaniemy osobiste). Przez większość moich 20-tek napisałem kolumnę w sekcji Globe and Mail Style, która dotyczyła głównie konkretnych wydarzeń w moim życiu. (Dzisiaj piszę zupełnie inną kolumnę o sztuce.) Pisałem o imprezach, w których byłem. Książki, które właśnie przeczytałem. Opowiedziałam historię wyjazdu na Florydę z rodzicami w wielkim białym buicku. A mój pies prawie tonie w zamarzniętym stawie. Kiedyś napisałem o wosk bikini, co było dużym błędem (czytelnik wysłał mi stos polaroidowych zbliżeń wszystkich wosków jego byłych przyjaciółek). Chodzi o to, że w przypadku dość nieszkodliwej kolumny wywołała zdumiewającą odpowiedź. Ludzie pisali mi przez lata tysiące e-maili, a wszystkie z nich zasadniczo mówiły jedną z dwóch rzeczy: a) Słyszę cię, sista! lub b) Powinieneś natychmiast zostać zwolniony za nieuwzględnienie stanu kanadyjskiej reformy systemu opieki zdrowotnej.

W rzeczywistości, przez te wszystkie lata, które pisałem o moim "życiu", również dużo wróciłem, analizując moje doświadczyć dokładnie, aby przekazać dokładnie to, co chciałem. Na przykład nigdy nie zawierałem żadnych ciekawych informacji na temat mojego romantycznego życia. Przerwałem przez straszliwe zerwania, odgarnąłem choroby, podatki i śmierć. Próbowałem oczywiście być zabawny i aktualny, i mam nadzieję, że w dużej mierze zadziałało. Kiedyś określiłem proces jako japoński taniec fanów - ujawnij wszystko, nie pokazuj niczego. Prawda była taka, że ​​w rzeczywistości nie była to kolumna o "mnie". Dzieje się tak dlatego, że życie, w przeciwieństwie do prozy, jest chaotyczną sprawą bez zauważalnych rytmów i narracji. Życie jest po prostu niejasne. Dobre pisanie ma formę. Doświadczenie, dla utalentowanego pamiętnikarza, jest czymś, o czym należy się rozmyślać, schwytać i zmagać się z poddaniem.

Z pewnością jest to zgodne z nowym wspomnieniem Jowity Bydłowskiej, Drunk Mom . Chociaż, jeśli chodzi o wydarzenia z jej życia, jest bardziej odważna i odkrywcza niż większość. Jej wspomnienia, jak sugeruje tytuł, opowiadają historię jej nawrotu do alkoholizmu w pierwszym roku życia jej syna.

Rezultat jest przerażający i poruszający się na przemian - portret uzależnionego jako matki i taki, który wyleją dreszcze rozpoznania wzdłuż kręgosłupa każdej kobiety, która kiedykolwiek zmagała się z szokiem nowego dziecka lub otępiała się winem. (A przez to mam na myśli prawie każdą znaną mi matkę). Książka Jowity jest niezwykła, ponieważ ujawnia - w wolnej, kontrolowanej emocjonalnie prozie - najstraszliwsze prawdy o sobie: mickeys ukryte w wózkach, nocne przedszkola zaciemnienia, sieć kłamstw tak toksycznych i złożonych, że budzi się każdego ranka z "skruchą już jedzącą na mnie jak zgnilizną". W wywiadzie powiedziała mi, jak ambiwalentna była ona w związku z pisaniem pamiętnika, jak poszła na odwyku, udając, że robi badania dla dzieła literackiego. ("Tak było w przypadku zaprzeczenia"). I wreszcie, kiedy przekazała rękopis swojemu partnerowi, powieściopisarzowi Russellowi Smithowi, po prostu siedział na swoim biurku przez kilka dni, nietknięty. "Starał się nie wyładowywać na mnie swojej złości, ale pamiętaj, że to nie była fikcja, a nasze dziecko było w to zamieszane."

Wielu członków rodziny Jowity odmówiło w ogóle przeczytania tej książki i nic jej nie jest. Prawdę mówiąc, odczuwa ulgę. "To nie jest coś, o czym możesz naprawdę porozmawiać z rodziną" - powiedziała sucho. "Hej, wszyscy, prawie zniszczyłem moje i twoje życie! Udawajmy, że to nie było rzeczywiste i dyskutujcie!"

Niewinni widzowie oczywiście stawiają najbardziej kłopotliwy dylemat. Bez względu na to, jak pięknie napisana jest twoja wersja wydarzeń, ludzie, którzy tam byli, na ogół będą mieli swoje własne szczególne podejście. Mam politykę ostrzegania ludzi, o których piszę. Kochani mają tendencję do złych reakcji na zasadzkę, szczególnie poprzez opisywanie siebie w druku. Od czasu do czasu jednak pisarz konfesyjny jest zmuszony opowiedzieć historię, która naruszy związek, bez względu na to, jak delikatnie się z nim obchodzi. Tak było w przypadku ostatniego eseju, który napisałem w Toronto Life o rozwodzie. Kiedy, dzięki uprzejmości, pokazałem wcześniejszy egzemplarz mojemu byłemu mężowi, z którym udało mi się zachować daleki rodzaj uprzejmości, odpowiedział e-mailem, że byłem "haniebny" i "zawstydziłem się jako osoba i dziennikarz."

Ostro, ale rozumiem skąd on pochodzi. Jestem dumny z tego utworu - rozwód jest niezwykle trudny do napisania o uczciwym charakterze, ponieważ nikt nie wydziela zapachu ładnie (na pewno nie) - ale byłbym złudny, gdybym nie stanął w obliczu tego, że publikuje taki esej pochodzi z pewnej ilości bagażu. A rzecz o bagażu polega na tym, że musisz posiadać swój - jak Jowita, teraz odzyskiwany alkoholik, dobrze wie.

Najlepsze spowiedzi pisane nie są czystym wytryskiem czystego doświadczenia na stronie - po prostu są czytane w ten sposób . I ten, łagodny czytelniku, jest prawdą uczciwą wobec idiotów.

Napisz Swój Komentarz